Co robić, gdy nie wiemy, co robić, czyli trudne sytuacje i dzieciaki cz. 2

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×
fot. Pixabay

fot. Pixabay

Po tekście o zdaniach zakazanych, w komentarzach i wiadomościach wymienialiście sporo różnych sytuacji trudnych. Dzieliliście się opowieściami ze swojego doświadczenia, napotkanymi trudnościami, wątpliwościami. Opisanie każdego indywidualnie… to byłaby już mała broszurka albo poradnik – ktoś chętny na wydanie? ;) A tak całkiem na poważnie, to dzielę się metodami i technikami, które sama stosuję (lub staram się stosować – w końcu nie ma ideałów), które „przerobiłam” na przedszkolakach, dzieciach, którymi się opiekowałam i moich rodzinnych maluchach :) We wcześniejszym wpisie napisałam już o ignorowaniu pewnych zachowań lub odpuszczeniu walki o zmianę – to także można potraktować jako swoiste metody. Ale wiadomo, potrzebne są też bardziej czynne działania – oto i one:

FANTAZJOWANIE

Kiedy?

Gdy dziecko czegoś chce, czegoś się domaga, a my najzwyczajniej w świeci tego nie mamy lub gdy maluch prosi nas o zakup czegoś, czego nie chcemy/ nie możemy mu kupić.

Zamiast tłumaczyć i próbować doprowadzić do sytuacji pełnego zrozumienia naszych argumentów, warto posłużyć się fantazją i uruchomić naszą wyobraźnię, kreatywność. Metoda ta pomoże maluchowi uporać się z jego uczuciami i da wyraźny sygnał, że rozumiemy, co czuje. Poza tym będzie zabawnie i z humorem, a dzięki temu jakoś tak bardziej znośnie :)

Jak?

Kiedy dziecko krzyczy, że chce lody (a my uparcie kolejny raz tłumaczymy mu, że w domu ich nie ma, poza tym jest zima, zaraz obiad itp.) spróbujmy odpowiedzieć „chciałabym mieć wielkie pudło lodów czekoladowych. Na pewno byłyby przepyszne. A ty jakie chciałbyś mieć?”. Albo gdy dziecko kolejny raz prosi o coś w sklepie, zamiast tłumaczeń dotyczących np. cen zabawek powiedzmy „gdybym miał wielki worek pieniędzy kupiłbym ci to i jeszcze tamto, a potem wybralibyśmy się w podróż. Gdzie byśmy pojechali?”.

Chodzi o odwrócenie uwagi dziecka od punktu zapalnego całej sytuacji, ale na spokojnie, z żartem i zrozumieniem jego uczuć – bo jak coś chcemy, a nie możemy tego dostać to naturalnie jest nam przykro, smutno i źle, ale dzieci dopiero uczą się, jak sobie z tymi uczuciami poradzić.

rys. Karolina Czerwińska, Ilustratiks

rys. Karolina Czerwińska, Ilustratiks

POWIEDZENIE WIEM/ ROZUMIEM

Kiedy?

Hmm… no chyba zawsze :) Taka zwykła rzecz, a dziecku daje poczucie tego, że nie jest samo, bo oto ten dorosły wie, co ono czuje, rozumie, jest po tej samej stronie. A jak dodamy do tego przytulenie lub chociaż pogłaskanie po ręce, to już w ogóle super. Chodzi też o to, by nie negować uczuć dziecka – ono ma prawo, by się smucić, złościć, tęsknić, a naszym zadaniem jest postarać się zrozumieć ich emocje i pomóc w poradzeniu sobie z nimi.

Jak?

Spokojnie, bez nerwów popatrzmy dziecku prosto w oczy i powiedzmy po prostu, że wiemy, co ono czuje, rozumiemy jego emocje. W przedszkolu niemal zawsze mówię to dzieciom, które płaczą lub smucą się z powodu rozstania z rodzicami – one mówią, że tęsknią za mamą/ tatą, a ja im mówię, że wiem, że to nic złego, że rodzice też na pewno tęsknią, ale musieli iść do pracy. Przytulam, czasami idziemy w fantazjowanie – co być robił z rodzicami w domu? co chciałbyś z nimi teraz robić? – czasami, odwracam uwagę pytaniami np. o weekend, rodzeństwo, psa. I to działa. Nie zawsze, ale najczęściej działa :)

To też świetnie sprawdzi się w przypadku złości – rozumiem, jesteś zły, podskocz 10 razy, wytup swoją złość. Podrzyj gazetę i razem z nią wyrzuć z siebie emocje. Krzyknij najgłośniej jak potrafisz i wykrzycz złość.

CZEKANIE

Kiedy? 

Fochy, dąsy, „padalec” w sklepie, histeria.

Jak?

No cóż, w tej sytuacji nie trzeba zbyt wiele tłumaczyć. Po prostu trzeba czekać, aż dziecko wyrzuci z siebie emocje, uspokoi się, będzie gotowe do tego, żeby porozmawiać i nas wysłuchać. Tłumaczenie coś maluchowi, który wije się po podłodze lub nadąsany zatyka uszy i odwraca się do nas plecami, nie ma sensu. Zdarzało mi się, że przedszkolak przesiedział z fochem całe śniadanie przy łazience, bo nie chciał umyć rąk i przyjść do jadalni – „bo nie”. Moja chrześnica kiedyś 45 minut wyła, bo chciała makaron w innej miseczce niż ta, którą jej dałam. Emocje dzieci czasami bywają baaardzo skomplikowane, a przyczyna ich zachowania dla nich samych nie do końca zrozumiała. Dlatego często potrzebują czasu, by te uczucia jakoś poukładać i uspokoić. A gdy to nastąpi, możemy krótko wyjaśnić, wytłumaczyć i przytulić.

ODWOŁANIE SIĘ DO KONSEKWENCJI

Kiedy?

Gdy dziecko nie przestrzega znanych sobie i ustalonych wcześniej zasad.

Znanych i wcześniej ustalonych – to podstawa! Dziecko musi wiedzieć jakie są zasady i jakie są konsekwencje w przypadku ich łamania. I od razu zaznaczam, że mówiąc o konsekwencjach nie mam na myśli bicia, klęczenia na grochu, stania w kącie czy niewolniczej pracy w kuchni. Tutaj nie chodzi o rozkazywanie dziecku, ale o pokazanie, że każde jego zachowanie niesie ze sobą pewne następstwa. Ta metoda sprawdzi się szczególnie przy starszych dzieciach, szkolnych, które rozumieją już więcej.

Jak?

Gdy maluch zaczyna na nas krzyczeć konsekwencją jest przerwanie rozmowy. Gdy w złości zniszczy jakąś zabawkę, naturalną konsekwencją będzie jej naprawienie lub odkupienie. Gdy zachowa się agresywnie podczas zabawy, musi przerwać ją na określony czas lub całkiem zakończyć. Jeśli wprowadzimy zasadę, że w gry komputerowe można grać dopiero po odrobieniu zadania domowego, to nieodrobione zadanie = brak gry. Jeśli ustalamy, że może zaprosić kolegów tylko wtedy, gdy mam posprzątany pokój, to konsekwencją bałaganu będzie brak ich wizyty.

Wymóg jest jeden – ustalenie zasad i trzymanie się ich zarówno przez dziecko, jak i przez nas! Z doświadczenia wiem, że nieraz to właśnie dorosłym przychodzi to o wiele trudniej ;)

rys. Karolina Czerwińska- Ilustratiks

rys. Karolina Czerwińska- Ilustratiks

LICZENIE DO TRZECH

Kiedy?

Gdy dziecko odmawia lub zwleka z  wykonaniem naszego polecenia, nadmiernie dyskutuje, obraża się, dąsa, próbuje coś wymusić, łamie ustalone przez nas zasady.

Takie wyliczanie pozwala dzieciom na przerwanie trudnego zachowania, daje możliwość jego zmiany i uniknięcia konsekwencji. Z metodą trzeba dzieci zapoznać – opowiedzieć na czym polega i czego oczekujemy. Bardzo ważne jest, byśmy my sami przestrzegali zasad tej metody – tzn. po doliczeniu do 3 wyciągali zapowiedziane konsekwencje.

Jak?

Liczymy pokazując przy tym na palcach, a gdy dojdziemy do trzech wyciągamy konsekwencje, o których wcześniej informowaliśmy dziecko. Np. prosimy dziecko, by zeszło z wysokiej drabinki na placu zabaw, na którą miało zakaz wchodzenia. Nie reaguje, ostrzegamy je, że zaczniemy zaraz wyliczać, a jeśli nie zejdzie kończymy zabawę i wracamy do domu. Nie reaguje, zaczynamy liczenie. Jeśli zejdzie zanim doliczymy do końca, wszystko jest ok. Jeśli nie, zgodnie z zapowiedzią idziemy do domu.

Inna sytuacja – dziecko w sklepie zaczyna robić awanturę o lizaka. Mówimy spokojnie, że dzisiaj lizaków nie kupujemy i prosimy, by się uspokoiło. Brak reakcji, ostrzegamy, że zaczniemy wyliczać i jeśli dalej będzie krzyczeć, to kończymy zakupy i idziemy do domu. Nie reaguje, zaczynamy wyliczanie. Jeśli nie przestanie zanim doliczymy do 3, zgodnie z zapowiedzią kończymy zakupy.

ŻART

Kiedy?

Kiedy tylko się da! Nie musimy być ciągle spięci, poważni i nadęci. Nieustannie zasadniczy, surowi i dbający o dyscyplinę, zasady, reguły itp. To wszystko jest oczywiście ważne, ale nie najważniejsze – najważniejsze są wasze relacje z dziećmi, to by się razem dobrze czuć i dobrze bawić. Śmiać, wygłupiać, przytulać, łaskotać, trzymać za rękę, robić mnóstwo fajnych rzeczy wspólnie. Poczucie humoru i żart pomagają przełamać nawet największe lody i rozbroić niejednego złośnika. Możecie to też wykorzystać formułując polecenia, np. zamiast kolejny raz powtarzać „podnieś z podłogi tę piżamę” wcielcie się w rolę piżamy błagającej o podniesienie ;)

Jak?

Gdy widzicie, że sytuacja zaczyna zmierzać w złą stronę (w stronę znanych wam trudności, fochów, wybuchu złości, wymuszania płaczem) postarajcie się zażartować, zaimprowizować wygłupy, z uśmiechem obrócić ją w coś pozytywnego. Może to być konkurs dziwnych min (np. gdy dziecko zaczyna się dąsać i robić miny), wymyślanie rymów, tworzenie śmiesznej piosenki. Świetnie sprawdzi się udawanie głosu przedmiotów, np. gdy skarpetka nie chce dać się ubrać i budzi to w dziecku frustrację, złość, zostańcie tą skarpetką! Gdy rodzeństwo się kłóci, wymyślcie śmieszny taniec dwóch drużyn albo zacznijcie wojnę na poduchy. Po prostu wyluzujcie się, a samo to przyjdzie i pomoże także i wam w rozładowaniu emocji! Pamiętajcie jednak, że nie w każdej sytuacji można żartować i trzeba robić to z wyczuciem i szacunkiem wobec dziecka – naśmiewanie się z niego i urażenie jego uczuć nie będzie ani zabawne, ani przyjemne.

Pomogłam chociaż trochę? Sama ciągle poszerzam swoją wiedzę, modyfikuję znane mi metody, czytam o nowych i śledzę na bieżąco wszelkie nowinki, doniesienia i informacje. Polecam wam dwie książki, które bardzo mi pomogły – „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” Elaine Mazlish i Adele Faber oraz „Sposób na trudne dziecko” Agnieszka Pisula i Artur Kołakowski. W nich znajdziecie bardzo dużo z tego, co napisałam powyżej oraz wiele więcej cennych porad i wskazówek.

Macie swoje metody? Coś działa w przypadku waszych dzieci? Podzielcie się doświadczeniami tutaj lub na profilu bloga na Facecooku :)

Zapisz

Zapisz

,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Facebook
0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×