O małym słowie, które bardzo przeraża rodziców

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×
fot. Karolina Czerwińska, Ilustratiks

fot. Karolina Czerwińska, Ilustratiks

Jest takie słowo, które całkiem sporą ilość rodziców przeraża na tyle, że starają się go wobec dzieci nie używać i unikają go jak diabeł święconej wody. Nie jest to słowo ani skomplikowane, ani długie, ot tylko trzy proste literki polskiego alfabetu, ale dla niektórych ich powiedzenie jest bardzo trudnym zadaniem.

N I E. Słowo, które nie kojarzy nam się najlepiej i którego sami słyszeć nie lubimy, ale jakże potrzebne i niezbędne w codziennym funkcjonowaniu! W pewnym wieku staje się ono nawet ulubionym słowem dzieciaków, które powtarzają je niczym mantrę (Chcesz kanapkę? NIE! Ubierz kapcie. NIE! Zostaw siostrę. NIE! Chodź tędy. NIE! Pomożesz mi ze sprzątaniem? NIE, NIE, NIE!).

Dzieciaki problemu w mówieniu NIE raczej nie widzą, za to dorośli… W ostatnich latach doszliśmy do etapu, w którym coraz więcej rodziców ma problem z tym, by na coś dziecku nie pozwolić, czemuś się sprzeciwić, na coś się najzwyczajniej w świecie nie zgodzić. I nie chodzi tutaj o to, by być żandarmem, sypać na prawo i lewo zakazami, dręczyć dzieciaki karami i dawać im przysłowiowe grzywny. Chodzi o postawienie rozsądnych granic, dzięki którym maluchy będą dobrze wiedzieć co im wolno, co jest nie w porządku, czego robić nie należy, bo może być to niebezpieczne, krzywdzące dla innych lub niepoprawne. Tak, tak, słowo NIE w pewien sposób uczy nas, jak dobrze żyć na kuli ziemskiej z innymi ludźmi!

Kiedyś było zupełnie normalnym to, że mama i tata mówią zdecydowane nie i na coś nie wyrażają zgody. Dzisiaj mówimy „zobaczymy”, „może”, „porozmawiamy później”, dając tym samym dzieciom nadzieję na pozytywne rozpatrzenie sprawy oraz możliwość negocjowania, dopytywania, wręcz zamęczania błaganiami, którym często ulegamy dla świętego spokoju. Boimy się wymagać i być konsekwentnymi, a przecież nie ma w tym nic złego! Bo pewnych rzeczy po prostu się nie robi, z różnych względów. Oczywiście, słowo NIE można  (a czasem wręcz powinno się) zamienić na inny komunikat (np. zamiast „nie biegaj” powiedzieć „zwolnij” lub „żadnego biegania”), można wytłumaczyć daną sytuację dziecku, podać rozsądne argumenty przeciwko, ale nadal będzie to odmowa i niezgoda na pewne sprawy. A tego współcześni rodzice nie lubią stosować wobec dzieciaków. Dlaczego?

Bo myślą, że dziecko będzie przez to smutne

Może i będzie, ale czy jest w tym coś złego? Czy powiedzenie dziecku „nie, nie kupię ci tej lalki” albo „nie, nie możesz grać dłużej na tablecie”, „zostaw to ciasto, jest dla brata”, „nie szperaj w czyjejś torebce” naprawdę spowoduje taką falę smutku, z którą maluch nie da sobie rady? Koniec końców, smutek to uczucie jak każde inne, nie da się go wyeliminować z naszego życia i trzeba nauczyć dzieciaki, jak sobie z nim radzić i że nie jest on zły.

Bo myślą, że krzywdzą tym dziecko

Stawianie granic, tych rozsądnych i mądrych, to nie krzywdzenie dziecka, ale nauka życia w społeczeństwie. Przecież mamy reguły, których na co dzień wszyscy przestrzegamy, istnieją ogólnie przyjęte zasady. Nikt z nas nie ma wolności absolutnej, musimy liczyć się z innymi, brać pod uwagę ich uczucia, savour vivre i kodeksy prawne ;) Krzywdą jest nieustanne uleganie dzieciakom i wychowanie ich w przekonaniu, że wszystko im wolno i nie ma żadnych barier – co będzie, gdy w końcu zetkną się z NIE gdzieś poza domem?

Bo boją się, że będą zbyt surowi

Że konsekwencja zrobi z nich surowych rodziców, zbyt zasadniczych, że przez to dzieciaki będą się ich bać i będą kochać mniej. Tego nie chce żaden rodzic, ale nie popadajmy w skrajności – konsekwencja nie oznacza wlepiania kar co pięć minut i musztry niczym w wojsku. Postawienie granic nie oznacza zbudowania muru między rodzicem a dzieckiem. Odmowa nie oznacza braku miłości i troski – czasami wynika właśnie z nich!

Bo chcą oddalić od siebie pewne sprawy

Albo po prostu – chcą mieć święty spokój! Więc zgadzają się, bo powiedzenie nie oznacza płacz, fochy, dąsy, nagabywanie, złość albo smutek, z którym będą musieli sobie jakoś poradzić i wziąć za pewne sprawy odpowiedzialność. Więc idą na łatwiznę, nie myśląc o późniejszych skutkach i efektach ubocznych tej chwili spokoju. Ustępują, bo tak jest im łatwiej i nie wymaga tłumaczenia, bycia konsekwentnym i przestrzegania zasad, które często sami kiedyś ustalili.

Fot. Karolina Czerwińska- Ilustratiks

Fot. Karolina Czerwińska- Ilustratiks

Niezgadzanie się na jakąś prośbę dzieci, mówienie im otwarcie „NIE” w sytuacji, gdy jest to konieczne i właściwie, nie sprawi, że staną się nieszczęśliwe i skrzywdzone. Dzieci dobrze czują się mając ustalone zasady i granice, one są im wręcz potrzebne, bo ułatwiają poruszanie się w świecie i dają poczucie bezpieczeństwa. To nie może być „nie, bo nie”, wywrzeszczane, powiedziane w awanturze, z pretensjami. Ważne, by w relacji z dziećmi pamiętać o wzajemnym szacunku, wspólnym spędzaniu czasu, wygłupach, przytulaniu, mówieniu sobie „kocham”, wspólnym radzeniu z troskami i napotkanymi problemami, czerpaniu radości z bycia razem – wtedy to „nie” będzie czymś normalnym i łatwiejszym do zniesienia dla obu stron.

Zapisz

,
One comment on “O małym słowie, które bardzo przeraża rodziców

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Facebook
0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×